Zdarzają się takie momenty, kiedy wydaje mi się, że być może faktycznie czuję odrobinkę inaczej. To nie jest żadna supercecha, stanowi nawet o pewnego rodzaju słabości. Owszem, nieraz potrafi być naprawdę ciekawie, jednak zazwyczaj po prostu to męczy. Byłoby świetnie, gdybym jednocześnie umiał prawidłowo wszystko opowiedzieć, bo jestem niemal pewien, że wiele osób ma dokładnie tak samo.

Doskonale widać to w kursowym autobusie nad ranem, kiedy jest jeszcze za wcześnie na dzieci i młodzież. Każdemu polecam taką przejażdżkę, szczególnie pod koniec zimy. Mam na myśli ten fragment roku, gdy wszyscy już dawno zdążą zapomnieć o słońcu. Lądujemy na lodowatym skaju, plecami dotykając podsypiającego sąsiada. Gdyby nie okoliczności, mogłoby się zrobić dość krępująco. Smaku pasty, którą myliśmy dziś zęby, odszedł w niepamięć.

wnętrze

Teraz dopiero zalewa nas szarość! Łagodne bujanie wpływa na wszystkich, bez wyjątku. Ścianki drgają równomiernie, hałasem udowadniając niewytłumaczalną wytrzymałość sklejkowej konstrukcji. Jakim cudem, to wielkie pudło po butach jeszcze się nie rozpadło? Dłuższa przerwa między przystankami – okazja do uniesienia wzroku, że niby kark już boli. Myślisz sobie: gdzie ja jestem!? A to właśnie, mój towarzyszu podróży, jest najprawdziwsze „tu i teraz”, czyli życie w pełni. Starzejemy się, paskudnie. Mamy zniszczone twarze i dłonie, jak mieszkańcy ciepłych krajów, tylko od czegoś zgoła innego. Nosimy dziurawe kurtki, swetry do roboty i ohydne dawno już niemodne okulary, bo tylko do czytania. Pośrodku ja, a taki tu ze mnie gość, jak z księdza w kościele. Później to z siebie zmyję, tak mi się przynajmniej wydaje. Teraz jedziemy!

Dawniej pomagał w słuchawkach obcy warszawski rap i świadomość, że niebawem wyrwę się z matni. Dziś już wiem, jak naiwne to było myślenie. Przecież na zawsze już dostałem tę autobusową gębę, nie wyrzeknę się jej. Bywa nawet, że noszę ją z dumą.

Kierowca wyhamował w zatoczce, a drzwi nadal zamknięte. Kontrola biletów. Boli mnie brzuch, choć przecież grzecznie kasowałem, zaraz po wejściu. Sprawdzam palcami zawartość kieszeni, nie dowierzając sam sobie. Kontrola, nie śpij! Bądź czujny, bo zostaniesz złapany. Wyciągam i chowam z powrotem, jeszcze nie moja kolej. Pięć razy się upewniam. Kto normalny tak robi? Uszczelki mlasnęły, uff… Grzeczne kurki wychodzą w końcu na powietrzę.

Nim skończę, chciałbym jeszcze tylko dwa słowa. Nie żegnaj się, bo zawsze możesz tam wrócić. Wiem, że osiem napisałem.